Wiosna zaczęła się dla mnie niezbyt szczęśliwie. Na pierwszej pstrągowej wyprawie nic nie złowiłem, złamałem wędkę i zawiało mi plecy tak, że jako tako mogłem się schylać dopiero po trzech tygodniach, Na pstrągi, zatem się obraziłem. Zacząłem ścigać białoryb z okolicznych wód stojących.

Najwięcej ryb łowiłem na drago wormy w najmniejszym rozmiarze. Brylowały głównie dwa kolory Brown & Pepper i Chilli & Pepper. Wabik chętnie atakowały zarówno medalowe wzrdęgi, jak i piękne płocie.

Łowiłem, rzecz jasna bardzo delikatnie. Nanofil 0,04 z przyponem fluorocarbonowym 0,11. Główki wolframowe na haczykach 12-14 w gramaturze od 0,5 g do 1,5 g, gdy ryby były brdzo oddalone od brzegu.

Największa wzdręga, jaką udało mi się złowić w tym roku miała 39 cm i jest to mój życiowy wynik jak chodzi o ryby tego gatunku.

Przywitałem się też z wiślanymi kleniami. Ryby reagowały na minimastery. Najlepiej sprawdziły się czarne oraz miodowe (Honey & Pepper).

Klenie bardzo dobrze zagryzały też jaskółki Minimaster Pintail. Kolory naturale, perła i testowany niedawno smoke wyraźnie przypadły do gustu wiślanym kluskom.

Nadchodzi maj i bolenie. Jak będzie w tym roku… ?