Dziś będzie o okoniach. Póżno-jesienne łowy tych drapieżników mają w sobie coś magicznego. Listopad tego roku był wyjątkowo ciepły. Na zbiornikach, na których łowiłem, chmary drobnicy zgromadzone pod powierzchnią były co jakiś czas atakowane prez szarżujące stada garbusków.

Łowienie wcale nie było łatwe, ryby żerowały w toni i najczęściej atakowały Minimaster Pintail szybujący na lekkiej główce jigowej.

Tak udało się złowić kilka fajnych ryb i sporo średniej wielkości pasiaczków. Łowiłem z brzegu. Częstym przyłowem były szczupaki, które co jakiś czas „okradały” mnie z przynęt.

Z czasem ryby zaczęły przesuwać się w głębsze partie wody. Okonie są czasem nieprzewidywalne. Trafiłem na jeden taki dzień kiedy trzeba było bardzo konkretnie stuknąć przynętą o dno. Najlepiej sprawdzały się gumy uzbrojone w główki ok 5g, które podchodzą już pod górną granicę obciążenia mojego zestawu UL. Łowienie delikatniejsze nie przynosiło tak dobrych efektów. Znów świetnie spisywał się Pintail, ale również Minimaster2.

Po większych przymrozkach znowu wszystko wróciło do normy i życie podwodne jakby zwolniło bieg. Powolny opad i drop shot zaczynają być najskuteczniejszymi metodami na moich łowiskach. Miłymi przyłowami bywają również pstrągi tęczowe, którymi zarybiane są prawie wszystkie krakowskie zbiorniki. Ulubione jesienne kolory przynęt naszych pasiaczków to Goldfish, Violet&Pepper i Honey&Pepper.

Na tych krótkich okoniowych zwiadach często towarzyszy mi Tomek. Obmyślamy teorie i ustalamy strategie mające na celu dobranie się do ryb 40+,testujemy też nowe kolory przynęt FISHCHASER na 2020 r. To już ostatni rozdział wędkarski tego roku. Dzięki, że jesteście z nami!