Dziś na naszym blogu debiutuje pierwszy tekst z cyklu „łowimy z FISHCHASER”. Kuba Pasek podzielił się swoimi wędkarskimi przygodami w których swój mały udział miało kopytko MINIMASTER. Zapraszam do lektury.

Już nie pamiętam kiedy pierwszy raz zetknąłem się z gumą produkcji Pawła. Za to doskonale pamiętam jej debiut. Od tamtej pory Minimaster jest zawsze w moim pudełku i to w zapasie. Lubię obdarowywać nią kolegów. Ale tylko niektórych. Nie każdy przecież zasługuje na łowną przynętę. 😉

Jak to na pomorzu bywa, lipiec grzał niemiłosiernie. Pokrzywy, wysoka trzcina, gzy i komary. Pstrągowy klimat, jak to w Polsce, z posmakiem bezrybia na ogół. Mocno zdeptana rzeka po weekendzie, nie dawała optymistycznych prognoz. Kolega pierwszy zszedł na wodę z woblerem na agrafce, ja próbowałem obrotówką. Po obłowieniu może kilometra wody, stwierdziłem że czas na testy. Na półtora gramowej główce ląduje miodowy Minimaster. Szkoda że nie mam kamery, to co się wyprawiało nad wodą, przechodziło ludzkie pojęcie. Z miejsc dokładnie obławianych przez kumpla, wyjmowałem po nim ryby.

Pierwszą rybą była fantastycznie ubarwiona palia. Dluuugi rzut po skosie w dół rzeki, opad gumy na żądaną głębokość i spław na napiętej żyłce zakończony braniem. Krótki wypad okazał się fantastyczną zabawą. W 3 godziny złowiłem chyba 7 ryb, bez gigantów, ale kumpel zerował. Na przebłyszczonej i zadeptanej wodzie guma pokazała swoją wartość.

Rzadko stosuję przynęty odbiegające od natury w wyglądzie i zachowaniu. Pamiętam jak przeciągnąłem gumę pod nogami na piasku. Zdębiałem. Z wielu moich przynęt, ta najlepiej udawała narybek. Myślę że to połączenie miodowego (wiem, ma swoją nazwę, jednak uparcie będę ją tak nazywał J ) koloru, dużych oczu i jej pracy. Od tego wypadu Minimaster jeździ ze mną zawsze w pudełku.

Rzeki pomorza gwałcą liczne hodowle. Plus jest taki, że w naszych wyżartych wodach, często na kiju gości tęczak lub palia. W pierwszych dniach po ucieczce, ryby te żrą wszystko. Jednak cała zabawa zaczyna się po paru dniach, gdy ryby są skłute. Ignorują woblery i obrotówki. Odprowadzają przynętę wielokrotnie, nie atakując. Wiedząc że ryby są w rzece, lecz nie atakują, pomału schodzę w dól rzeki, obławiając wachlarzem przy dnie metr po metrze rzeki. To powolne, lecz bardzo skuteczne łowienie uciekinierów.

Rok temu do rzeki spuszczono parę ton palii. Ryby szybko wyjedzono. Pozornie. Jako że nie cierpię tłumów, z ciekawości pojechałem tam po 2 tygodniach. Ryby były, ale nie reagowały na prawie żadną przynętę. Przeżyłem coś takiego tylko raz w życiu. Przestałem liczyć ryby po 60tej.  Niedługo później pojechałem do domu, bo ryby zżarły mi cały zapas gum. Każda ryba w okolicach 38 cm, na delikatnym sprzęcie dawała mnóstwo frajdy. Guma ta dała mi wiele pięknych chwil przy połowie pstrągów, czy to potokowych, czy uciekinierów. Jak dla mnie to zdecydowanie przynęta głębokiego dołka i spokojnej wody. Powolna penetracja takiego miejsca na napiętej lince, z prądem wody, bardzo często przynosi atak, a wobler czy obrotówka nie przynoszą efektu.

Minimaster to nie tylko pstrągi. Przełom lutego i marca, to u mnie czas nocnych jazi. Gdy zapada zmrok, jazie pokazują pazur. W przepływowym zbiorniku, drobnica ustawia się stadami przy ujściu rzeczki. Głębiej i trochę poniżej drobnicy, ustawiają się jazie.

 

Żerowanie jest krótkie, trwa dwie godziny, ale intensywne. Drobnica po ataku wyskakuje na powierzchnię w takiej ilości, że gdy wpadają do wody, przypomina to opady gradu. Żyłka 0.14, długi kij i Minimaster na gramowej główce to recepta na sukces. Ciche podejście ryb od ogona i rzut w górę rzeczki, tam gdzie zaczynają się stada drobnicy. Guma najczęściej nie przepływa dwóch metrów, opad na napiętej lince i wybieranie tylko luzu, pozwala przeżyć walkę z całkiem przyjemnym jaziem. Woblery i blaszki powodowały zaprzestanie żerowania jazi, wyraźnie robiąc zbyt dużo szumu w wodzie. Po złowieniu 3 lub 4 ryb, można iść do domu. Jedyne na co można liczyć później, to okonie.

Minimaster nie prowokuje ryby do brania. W miodowym kolorze, nie rzuca się w oczy. Dokładnie tak, jak narybek. Dlatego też naturalna prezentacja tej gumy, na jak najdelikatniejszym sprzęcie, to dla mnie klucz do złowienia ryby, czy to pstrąga w przełowionej wodzie, czy nocnego jazia.

Wiele zawdzięczam Pawłowi i jego niepozornej gumce.

2018-Dwukrotnie pobiłem rekord pstrąga tęczowego.
2017-Rekord ilościowy ryb jednego dnia (palie) i największy potokowiec sezonu.
Co przyniesiesz, roku 2019? J