Znowu udało się wyskoczyć na chwilkę tym razem po pracy. Nad wodą byłem późno, dopiero ok 18 ale ciepły wieczór nastrajał bardzo optymistycznie.  Prawdę powiedziawszy nie spodziewałem się aż tak dobrych efektów. Brań, przez nieco ponad godzinę, miałem sporo, ale skuteczność popołudniowa była fatalna. Zaczęło się od dwóch niezaciętych „strzałów” i spiętego ładnego jazia, który zaplątał sie w przybrzeżne zarośla. Postanowiłem lepiej się przyłożyć, ale nastepną rybą , która zaatakowała woblerek, był tylko nieduży klenik. Przeszedłem na drugą stronę rzeki i w końcu udało się przechytrzyć jazia. Rybka nie była duża, ot grubiutki trzydziestaczek,  ale narobił mi sporo problemów i pzy zejściu z wysokiego brzegu wylądowałem po kolona we wodzie. Miałem już się zbierać, ale zdecyowałem się obłowić  na koniec jeszcze szybką „prostkę”.  Decyzja była dobra, bo już po pięciu minutach po gwałtownym uderzeniu w przynętę zaciąłem rybę godną zdjęcia. Ponieważ uciąg był dość duży, jaź przegonił mnie po brzegu jakieś 20 m. Znalazłem miejsce do wygodnego lądowania i po chwili holu udało się podebrać wieczornego „grubaska”.  Ryba miała dobrze ponad 40 cm. Wszystkie brania miałem na nowego woblera. Konstrukcja jest bardzo obiecująca, ok 2,5 cm długości, pływająca, z tenencją do „zawieszenia” (suspening), przy cięższej kotwiczce lub agrafce. Mam przeczucie, że model wejdzie na stałe o jadłospisu klenio-jaziowego.