Chwila wolnego czasu, temperatura ok 13 stopni , postanowiłem wyskoczyć na jeden z dopływów Wisły żeby  ustawić świeżo zrobione woblery i przetestować nową konstrukcję  jaziową.  Woda była dośc mocno podniesiona i przybrudzona.  Z ustawianiem uwinąłem sie dość gładko więc było wiecej czasu na sprawdzenie pływającego mikruska. Od razu byłem z niego  bardzo zadowolony, bo wobler ładnie zamiata postawiony nawet w spokojnym nurcie. Jedyny poroblem to waga, niecałe 0,75 g. No cóż, spławiłem przynętę kilkanaście metrów niżej, powoli prowadziłem pod prąd, zatrzymałem na chwilkę, potem znowu ruszyłem wolniutko i w końcu poczułem jaziowe puknięcie, a chwilę później lubiany przez wszystkich pulsujący ciężar na końcu zestawu. Rybka miała ok 40 cm i po szybkiej fotce wróciła pod swoją przybrzeżną kępę trawy. Kawałek dalej zobaczyłem spław. Przeszełem kilkanaście metrów niżej i zmieniłem woblerka na tonącego. Kilkanaście rzutów nie przyniosło sukcesu, ale po którymś z kolei przeprowadzeniu mikrusa miałem kolejne branie, ale tym razem ryba po półtorametrowym odjeździe wypięła się z kotwiczki. W końcu wiosna!