Wiosna rozhulała się na dobre i wszystkie stworzenia doskonale to poczuły. Gdy dotarłem nad rzeczkę stwierdziłem, że krety nieźle się napracowały, gdyż przeorały wzdłuż i wszerz pobliskie pole, ale gdy lepiej się przyjrzałem,  zrozumiałem, że łąka usłana była kopcami… mrówek. Zdjęcie nie oddaje wrażenia i nie ukazuje dobrze ogromnej koncentracji mrowisk, całość przypominała olbrzymią pasiekę.
Łowienie zacząłem od zrobionych zimą woblerków. Na pierwszej prostce zanotowałem szybkie, delikatne brania, pokazała się również całkiem ładna rybka. Jaź czterdiestak majestatycznie zassał woblerka przytrzymanego przy kępie traw. Walczył dzielnie usiłując zaplątać się w roślinność, ale udało się go jakoś stamtąd odciągnąć i po chwili wylądował w podbieraku.
Później miałem jeszcze sporo wyjść do woblerów, ale moja popołudniowa skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. W miejscu gdzie  dzień wcześniej trafił się trzydziestocentymetrowy jazik zepsułem kolejne branie.  Oczywiście zachciało mi sie łowić na muchę. Zmieniłem sprzęt, potem znów wróciłem do spinningowania. Zamiast łowić więcej kręciłem sie po brzegu i zapewne doskonale zniechęciłem rybki do dalszej współpracy.