Trzydziestostopniowe upały sprawiły, że nad wodę postanowiłem wybrać się rankiem.Trochę zaspałem i łowienie zacząłem dopiero po szóstej. Żyłka „czternastka”, na agrafce zapiąłem zielonego mikrowoblerka i ruszyłem w stronę opaski. Pierwszy atak był pozorowany, ładna rybka zawinęła tuż przed przynętą i narobiła przy tym sporo hałasu. Zmieniłem przynętę na jeszcze mniejszą „pchełkę” w trochę jaśniejszym odcieniu. Rzut dwa obroty korbką, ostre targnięcie i świeca… Po chwili w podbieraku wylądował gruby,  czterdziestopięcio-centymetrowy kleń.
Miałem w tym miejscu jeszcze jaziowe „puknięcia”, ale następną rybę złowiłem dopiero pięćdziesiąt metrów dalej. Na dwu-centymetrowego wobka połakomił się boleń „pięćdziesiatak”. Widocznie też już nie mógł doczekać się pierwszego maja…