Duża woda po obfitych deszczach na razie nie daje wędkarzom wielu opcji do wyboru. W sobotę pojechałem zobaczyć jak wygląda Wisła, ale kolor i stan rzeki nie pozwalał na optymizm, więc przeniosłem się na jeden z dopływów. Było trochę lepiej, choć przejrzystość wody pozostawiała trochę do życzenia. Zanim zacząłem łowić zadzwonił Kowal. Był nad Rabą i udało mu się dobrać streamerm do pstrągów. Na nowej miejscówce właśnie stracił ładnego kabana, a ja powoli zaczynałem żałować, że nie wybrałem się na kropki. Po 20 minutach „spartoliłem” pierwszą rybę. Jaź chlapnął się przy brzegu i wytrząsnął wobler z pyska. Kawałek dalej zmarnowałem kolejne dwa brania. Następną prostkę postanowiłem obłowić z większą koncentracją, co przyniosło w końcu efekt w postaci dwóch kleni, ale tylko jeden z nich miał ponad 40 cm. Na koniec próbowałem jeszcze skusić do brania bolenia, który zapędził się za stadem uklei i powędrował w górę wiślanego dopływu. Ryba, niestety, ignorowała moje próby, więc zwinąłem się i wróciłem do domu.