Dawno nie odwiedzałem tej starej opaski i sobotni wypad traktowałem trochę zwiadowczo, chciałem też przetestowac zrobione niedawno gumki. Pierwsze rzuty nie napawały optymizmem, ale i tak zanotowałem jakieś brania na nowe rippery. Przyłożyłem się na serio dopiero od miejsca, które umownie nazywam barkówką. W ruch poszły woblerki pływające. Długo kombinowałem, zanim zwróciłem uwagę opaskowych kleni na przynętę. Przypadł im do gustu zielony akrylek o dośc wyraźnej pracy. Pierwszy konkretny kleń odprowadził wobka pod samą szczytówkę i dyskretnie zniknął w nurcie. To był kawał ryby. Następne kleń był znacznie mniejszy, taki czterdziestaczek, ale i on nie uderzył. Przeszedłem troszkę niżej i poprowadziłem wobka tak, żeby przeszedł jakiś metr od wystających przy brzegu głazów. Przy wyjściu z luku nastąpiło miękkie branie i już po zacięciu wiadomo było, że to będzie jeden z tutejszych „dziadków”. Hamulec zagrał i kleń zaczął swoje manewry. Ale po dośc krótkim, jak na waruki i sprzęt, holu ryba skapitulowała w podbieraku. Kleń miał 51cm .

Kolejne ryby trafiłem dopiero na końcu opaski. Miałem dwa wyjścia jazi do smużaków. A na zielonego mini-wobka brały klenie średniaki, których po „dziadku” nie chciało mi się już fotografowac. Przy okazji namierzyłem kolejne stadko jazi, więc jak tylko będzie trochę czasu znów odwiedzę swoje zapomniane opaski…