Wypad nad wodę był z tych spontanicznych. Szybka decyzja, zjazd nad wodę i montowanie sprzętu w drodze na miejscówkę. Miałem niewiele ponad godzinę, żeby poszukać boleni lub kleni na moim odcinku Wisły. Czy szukałem skutecznie? Hmm… nie bardzo. Woblerem boleniowym porzucałem może 20 minut i zniechęcony silnym wiatrem przeniosłem się na kleniową miejscówkę. Stan wody był dramatycznie niski, ale pod samym brzegiem woda sączyła się przez głębszy dołeczek. Postanowiłem, że przynajmniej przetestuję nowe modele gumek kleniowo-jaziowych przygotowane na końcówkę sezonu 2015. Wybór był dobry, bo już przy pierwszym przeprowadzeniu wabika zauważyłem cień, który wystartował do ripperka i pewnie zassał gumę. Hol na delikatnym sprzęcie był przyjemny, mimo, że rybka miała ciut poniżej 40 cm. Po uwolnieniu klenia nie spodziewałem się już niczego szczególnego, ale następne rzuty przyniosły jeszcze dwie kolejne ryby, z których jedna, niestety się wypięła. Woda zaczęła opadać jeszcze bardziej i zmuszony zostałem przenieść się na głębszy fragment wiślanego dopływu. Tam również były klenie i również były skłonne do brań

 Na koniec ciekawostka. Wkręciłem się trochę w tworzenie przynęt gumowych. To trochę inna zabawa niż z woblerami, ale również daje sporo satysfakcji. Ostatnio udało się wykonać ciekawe imitacje jętek/widelnic. Są bardzo mięciutkie, świetnie pracują i powinny świetnie kusić pstrągi, lipienie oraz wszelki białoryb. Do zbrojenia główkami do 1g max (hak nr 8 max). Zrobię przynajmniej dwa warianty. Na wolframowych główkach i mini główkach z oczkami takimi jak w moich wcześniejszych jigach. Nie mogę się doczekać wrzucenia ich do wody…