23.08 – Łączki, łowimy od rana na suchą muchę. Pada deszczyk, ale woda jest czysta. Łowimy kilka lipieni w przedziale 30-33 cm i parę pstrągów, z których tylko jeden jest okołowymiarowy. Brania są, ale bez rewelacji, najciekawsze efekty przynosi mała czarna muszka zawiazana na haczyku nr 18. Po objedzie meldujemy się w naszej kwaterze w Postołowie i ruszamy na zwiedzanie Sanu powyżej mostu. Rezultaty podobne jak w serii porannej. Lowienie kończymy ok 18 i pędzimy zakupić jednodniowe licencje na OS, na następny dzień.

24.08 – Eldorado, nazwa bardzo wymowna i napewno nie na wyrost. Ryby żerują wszędzie, a my stoimy, rzucamy… i nie możemy dobrać odpowiedniej muchy. Pod koniec żerowania okazuje się, że najlepsze wyjścia notujemy do dość dużych much przypominających wylatujące chruściki. Łowimy pierwsze lipienie ok 35 cm. Po południu dieta rybek sie zmienia i brania są bardzo rzadkie. Monotonię przerywa pstrąg, którego Kowal zapina na płani łowiąc na żyłkę 0.11… mówi, że całkiem ładny, za chwilę podbiegam z podbierakiem, bo okazuje się, że na końcu linki szaleje ponad półmetrowa „rakieta”. Piękny potok po szybkiej fotce odpływa majestatycznie w górę rzeki. Ok 20 zaczyna się rójka chruścika, woda się „gotuje”. Łowimy, w końcu duże lipienie i już prawie po ciemku schodzimy z wody.

25.08 – Łączki, od rana jest piękna pogoda, a rybki biora tylko na jedną seledynową muszkę z jeżynką w „tajnym” kolorze. Wyciągnąć dają się lipienie do 33 cm. Kowal urywa jednego „byczka”, a ja ostatnią skuteczną jęteczkę zostawiam w pysku całkiem przyzwoitego tymiankowego króla Sanu…