Ten wyjazd miał odczarować Rabę. Mieliśmy razem z Kowalem połowić pstrągów. To było nasze drugie wspólne podejście, ale i tym razem nie mieliśmy szczęścia. Rzeka była jeszcze dość zimna, a poziom wody, nazwijmy to, taki „wiosenny”.

Łowiliśmy głównie nimfami. Do boju ruszyły różnej maści brązki, złotogłówki i „pedałki”. Jedyną rybą która zainteresowała się naszymi przynętami był zabłąkany lipień, który wyszedł do olbrzymiej „klamki” imitującej domek chruścika.

Ostrożnie odczepiony we wodzie odpłynął do swojego dołeczka, to jeszcze nie twój czas kolego…