Sobota – zaspałem. Planowałem nad Wisłą być ok 4 rano, ale ostatecznie na miejscówce, od której planowałem zacząć, pojawiłem się ponad godzinę później.  Ataków boleni nie było nigdzie widać, ale pod przeciwległym brzegiem sumy tłukły niemiłosiernie. Założyłem boleniówkę na koniec zestawu i zacząłem obławianie. Rapki żadnej nie złowiłem, za to do próbowanych różnych woblerów wyszły dwa szczupaczki. Większy wypiął się bardzo szybko, a mniejszy bardzo głęboko zassał Rapalę Original przemalowaną na ciemno-srebrną ukleję. Miał niecałe 50 cm i nie był zbytnio zestresowany. Po uwolnieniu z kotwiczek odpłynął niespiesznie do swojego dołka. Później próbowałem sił na opasce, ale wobkami interesowała się tylko drobnica. Na koniec sprawdziłem mój ulubiony, kleniowy przelew. Rybki harcowały zbierając owady. Czasu nie miałem już za wiele, ale udało się złowić jednego klenia, którego można było uwiecznić na fotografii.  Ryba miała 42 cm i pewnie uderzyła w srebrnego, przeciążonego mikruska.