Wczoraj wybrałem się po pracy na krótki rekonesans z wędką, taki śród-tygodniowy zwiad, żeby sprawdzić stan Wisły i poszukać nowych miejsc. Na rzeką byłem ok 18.00. Duża wiślana woda nie napawała mnie optymizmem, Na powierzchni nie było widać oznak żerowania ryb, a pod powierzchnią, w ogóle, niewiele było widać, bo kolor Wisły znacznie odbiegał od normy. Ze sprawdzania nieznanych miejscówek szybko zrezygnowałem, bo takie eskapady sprawdzają się najlepiej na „niżówce”. Odwiedziłem moją ulubioną ostatnimi czasy opaskę i postanowiłem, że, wyjątkowo, nie będę szukał jazi, tym bardziej, że ok 50 m dalej, przy brzegu pokazała się ładna rapka. Na koniec zestawu z przyponem wolframowym powędrowała biała obrotówka nr 3. Po którymś rzucie za prowadzoną wolno błystką zobaczyłem całkiem sporą falę. Kilka obrotów korbką, targniecie, wir i krótki odjazd w nurt na hamulcu. To był typowy boleń „patrolowiec”. Walczył bardzo nerwowo, ale wcale mnie to nie zdziwiło bo „ten typ” na plecionce tak już ma. Wylądowałem go podbierakiem. Był gruby i bardzo silny, ale miarka nie chciała pokazać więcej niż 62 cm. Później miałem jeszcze jedno odprowadzenie przynęty, ale żadnej innej ryby już nie złowiłem. Do domu wróciłem tuż przed meczem Ukraina – Szwecja. To był dobry mecz…